Jak żyć

„Jem, bo mi nie szkodzi”

dodane przez Sylwia Lelonek 13 lipca 2015 31 komentarzy

Czyli odwieczna wojna na temat glutenu i innych składników antyodżywczych w zbożach (i nie tylko), o których niektórzy nie mają pojęcia (ale nadal się kłócą).

O rany, rany, o czym ty mi tu mówisz?

Coraz więcej ludzi słysząc, że ktoś nie je glutenu, uśmiecha się z kpiną i mówi, że to kolejna moda w dziedzinie dietetyki. No, bo im to nie szkodzi, oni nie czują się źle, wszystko jest spoko, więc po co świrować? 
Lepiej zostawić tych glutenfree fanatyków i zająć się swoim pysznym życiem.
Kanapka do pracy, kanapka po pracy, a jak odchudzam się od poniedziałku to sięgnę po coś pełnoziarnistego, pełnego witamin i minerałów. Chciałabym teraz powiedzieć brzydkie słowo, ale moja mama będzie to czytać. A więc… to nieprawda. Ludziom wydaje się, że jak czują się dobrze to nic im nie dolega i nie muszą się przejmować. Schody zaczynają się, gdy nagle coś boli, kłuje w boku. No, ale to nieważne, wizyta u lekarza, tabletki i wszystko będzie git. Szkoda tylko, że każdy leczy skutki/objawy, a nie przyczynę. Może warto zastanowić się, dlaczego gluten (i inne) są tak bardzo hejtowane przez naukę? 
Niestety, większość ludzi ma to gdzieś i dba o swoją strefę komfortu wypełnioną chlebem i makaronem. Ostatnio na forum przeczytałam takie rzeczy jak: „ohydna nazwa diety” – chodziło o paleo, „opierajmy się na lekarzach, którzy leczą 30 lat” – to pewnie ci, którzy pamiętają reklamy „cukier krzepi”, „organizm bez tych składników zacznie cierpieć na braki i zacznie się domagać” – w sensie że pizzy? No i takie inne. Wszyscy zadowoleni tymi wypowiedziami, bo zostały poparte ich wewnętrzne przekonania o tym, że jedząc chleb pełnoziarnisty rano stają się coraz zdrowsi i silniejsi. 
To trochę słabe, jeśli ludzie z dzisiejszym stanem wiedzy nadal myślą w ten sposób, kiedy ktoś daje im pod nos wszystkie dowody, obserwacje swoich pacjentów i różne badania na ten temat. Dieta śródziemnomorska (ta oparta na znanej nam piramidzie żywieniowej) i jakieś wysokowęglowodanowe już powoli odchodzą do lamusa (wow, użyłam jakiegoś fajnego słowa). Widzę coraz więcej materiałów i artykułów o tym, że dieta wysokotłuszczowa, ketogeniczna pomagają ludziom, wojna powoli się kończy, bo wszyscy już rozumieją, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego poszliśmy w złym kierunku. 
Nie będę zaczynać od glutenu. To by było zbyt proste. 

Lektyny

Cześć. Znasz je? (nie, to nie ten hormon pisany przez ‚p’ zamiast ‚k’) Lektyny to takie białka, które występują w roślinach, a więc również w zbożach (w ich ziarnach). Jest to coś, czym rośliny bronią się np. przed owadami. 
Co się dzieje, kiedy je pożeramy: 
  1. Lektyny nie są rozkładane, bo są dziwne, więc pozostają sobie w jelitach jako duże, nietknięte białka. 
  1. Przyczepiają się do receptorów w jelicie i elegancko przechodzą sobie przez jego wyściółkę. Lektyny potrafią ogłupić cząsteczki transportujące tak, że wejdą sobie do naszego organizmu w stanie nienaruszonym. Fajnie.
  1. Takie duże, niedobre cząsteczki nasz organizm bierze za intruzów, no bo co to ma być?, i traktuje je jak bakterie, wirusy, grzyby czy tam jakieś pasożyty.  A że ten nasz organizm jest bardzo bojowy i tylko czeka, żeby coś zaatakować. A te białka wyglądają tak samo, jak te pożyteczne w naszym ciele. I tu zaczyna się problem.
No i co teraz? Organizm wypuszcza przeciwciała, no ale… lektyny są na tyle sprytne, że przyklejają się do nich i potem np. mogą swobodnie przyłączyć się do białka w trzustce. Jeśli wejdą w kontakt z tą trzustką następuje reakcja obronna (znowu) i zostają zaatakowane kolejne tkanki. Może dojść do uszkodzenia albo nawet zniszczenia trzustki i stąd już krótka droga do cukrzycy typu 1. Tak, własnie dlatego jest tak wiele zachorowań. 
Dodatkowo celiakia to kolejna choroba wywoływana przez lektyny (między innymi) – musicie pamiętać, że na chorobę trzewną możecie zachorować w każdej chwili, nawet w wieku 80 lat.
Niby to nie brzmi strasznie, ale już dodaję resztę. 
Lektyny wędrując sobie takie nienaruszone po naszym jelicie uszkadzają jego ścianę, która pokryta jest mikrokosmkami. Teraz wszystko może przedostać się do naszego organizmu. Zaczynamy wytwarzać przeciwciała, co prowadzi do wystąpienia reakcji autoimmunologicznej. Wzrasta też ryzyko na alergie, z powodu tej przepuszczalności wyściółki jelita.
Co więc z tego mamy?
  • Przez uszkodzenia nabłonka w jelitach nie przyswajają się składniki odżywcze. Więc jeśli wydaje Ci się, że jedząc coś pełnoziarnistego, dostarczasz swojemu organizmowi kupę witamin, to źle Ci się wydaje. Do tego gorzej wchłaniają się inne białka, tłuszcze i węglowodany.
  • Poprzez uszkodzony nabłonek jelita CKK (cholecystokinina) nie jest wydzielana – odpowiada ona za „włączanie” woreczka żółciowego oraz wydzielanie enzymów trawiennych. Kiedy ten sygnał od CKK (WŁĄCZYĆ WORECZEK!) jest zablokowany, nie trawimy prawidłowo pokarmu. Brak uwolnienia żółci = tworzenie się kryształów cholesterolu w woreczku żółciowym -> powstawanie kamieni żółciowych.
  • Otwartą drogę dla chorób autoimmunologicznych. Organizm szwankuje, białka świrują, przeciwciała szaleją, generalnie nikt nie wie, co się dzieje. Atak na trzustkę, tarczycę, powodowanie raka (tak, no właśnie), bezpłodność to 1/1000 tego, co powodują wkurzone roślinki (wkurzone, bo je zjadasz!!).

Mam dla was niespodziankę
Nabiał i rośliny strączkowe zawierają podobne substancje (inny rodzaj lektyn), które wywołują takie same problemy – białka drażniące jelita, toksyny i inhibitory proteazy (takie bajeranckie enzymy, które sprawiają, że lektyny stają się praktycznie NIEZNISZCZALNE!) 
♦ Na lektyny powinniśmy jeszcze bardziej uważać, gdy zmagamy się z chorobą autoimmunologiczną lub mamy problemy z jelitami. 
♦ Gluten też należy do lektyn!
♦ Gotowanie nie ma wpływu na zawartość lektyn.

Kwas fitynowy (fitowy)

Poznajmy się. Ale nie pokochajmy.
Organiczny związek, który naturalnie występuje w nasionach, ziarnach, kukurydzy i roślinach strączkowych. Znajduje się też w orzechach +wyrobach z nich, kakao, ryżu, no i wyrobach ze zbóż. Fityniany są bardzo dobre dla nasion, ponieważ łączą się dobrze z jonami metali (typu Mg, Zn, Fe, Ca czy Cu – ale ze mnie chemiczka!), bez których wzrost ziarna byłby niemożliwy. Jeśli nasionka nie są mocno związane, to roślina może zrobić falstart i zacząć kiełkować przedwcześnie, co nie jest zbyt dobre (no, to tak jak z dziećmi, co nie). Kiedy spożywamy te produkty bogate w kwas fitynowy, nadal działają one tak jak muszą i łączą się z wapniem, magnezem i resztą, co oznacza, że nie są one wcale przyswajalne. Prowadzi to np. do osteoporozy, bo w końcu nie przyswajasz tego, co odpowiada za wzmacnianie kości. To samo, jeśli chodzi o zmęczenie, brak energii – niedokrwistość z powodu braku żelaza czeka. Nie macie witamin, bo po prostu się nie przywajają. 
Kwas fitynowy blokuje również enzymy trawienne, takie jak pepsyna (która rozkłada białko w żołądku), trypsyna (która rozkłada białko w jelicie cienkim) i amylaza (która rozkłada skrobię). 
No, to fajnie.
Jakimś ratunkiem może być fitaza, czyli enzym, który neutralizuje ten
kwas. Zabiegi, które aktywują ten proces, to moczenie, kiełkowanie 
czy fermentowanie. JEDNAK nie wszystko ma wystarczającą ilość fitazy,
by cokolwiek zadziałało: płatki owsiane, kukurydza, proso i brązowy
ryż to produkty, którym moczenie nie pomoże. Czasami nie działa też 
na inne jedzenie, więc nigdy nie można być pewnym,że jemy 
'bezpiecznie'.
Ciężko jest podać „bezpieczną” dawkę fitynianów. Osoby z problemami z kośćmi powinny bardzo uważać na kwas fitynowy, natomiast ci, którzy spożywają dużo witamin, wapnia i tłuszczy mogą je lepiej tolerować. 
Kwas fitynowy zawierają również orzechy kokosowe, aczkolwiek nie jest on dla nas problematyczny.
Soja jest produktem, z którego prawie niemożliwym jest usunąć KF. 
 –
To teraz chyba czas na gluten, nie? 
Pisać o glutenie? No bo w sumie to już wam powinno wystarczyć. 

Gluten

Jak to mówią – przyjaciół trzymaj blisko a wrogów jeszcze bliżej. Podobno sprawdza się z ludźmi, z jedzeniem niekoniecznie. 
Co to gluten niby każdy wie (niby).
Nazwa gluten obejmuje dwie rodziny białek – gliadyny oraz gluteniny. Gliadyny wywołują najmocniejszą reakcję autoimmunologiczną w celiakii. Gluteniny to takie wielkie cząsteczki, którym ciasto zawdzięcza to, że fajnie się klei. 
Gliadyna jest obecna we wszystkich postaciach pszenicy – no wiesz, chleb, bułka, pełnoziarniste wielozbożowe superzdrowe coś i tak dalej. Badania wskazują, że gliadyna wywołuje uwalnianie w jelitach białka zwanego zonuliną (to regulator przepuszczalności jelit) [1].  Zonulina działa prosto – rozszczelnia ciasne połączenia między komórkami w jelitach, czyli rozwala to, co jest taką barierą. 
Czyli tak – jedząc sobie bułeczkę na śniadanie, wrzucasz do organizmu białko pszenne, powodując tym samym rozszczelnianie jelit, a więc te wszystkie złe związki mają wolny wstęp do Twojego krwiobiegu. Limfocyty, które aktywizują układ odpornościowy, zaczynają proces zapalny, wymierzony przeciw własnym białkom, inicjując w ten sposób choroby związane z glutenem (celiakia, tarczyca, bóle stawów i astma). Dodaj do tego wszystko inne, co spożywasz, np. nabiał czy średniej jakości mięso – wszystkie chemikalia przedostają się do krwiobiegu. 
Jednym z gorszych problemów z glutenem jest to, że objawy celiakii mogą się nie ujawniać. I właśnie tu polegają wszystkie osoby, które mówią, że to im nie szkodzi i czują się dobrze. NIGDY nie można być tego pewnym. Brak jakichkolwiek dowodów jelitowych oznacza, że przy innej chorobie, która często występuje wraz z celiakią, dobra diagnoza nie jest stawiana i ludzie męczą się dalej. 
Są różne stany chorobowe, które występują z celiakią (nie zawsze rozpoznaną), należą:
  • opryszczkowe zapalenie skóry
  • choroby wątroby
  • choroby autoimmunologiczne
  • cukrzyca insulinozależna
  • upośledzenie neurologiczne
  • niedobory żywieniowe
No to ok, idziemy dalej. Mamy zniszczoną wyściółkę jelita – więc niby jak te super składniki z jedzenia mają się wchłonąć? Noo, wchłaniają się, ale nie tam gdzie trzeba, czyli do krwiobiegu. Wszystko wpada do krwiobiegu i wtedy organizm zaczyna wariować i inicjować stany zapalne organizmu. I tak w kółko. 
Teraz problem jest taki, że coraz więcej ludzi ma celiakię – nie zawsze objawy są widoczne w postaci bólów brzucha i tak dalej, coraz częściej obserwuje się coś typu anemia, jakieś zmiany skórne i alergie. Organizm po prostu przestaje sobie radzić z czymkolwiek jak należy, bo jest zajęty walką z samym sobą i dlatego właśnie występują inne objawy. 
U niektórych tych objawów nie ma lub nie są one widoczne [2]. 
Kolejna ciekawostka o glutenie!
Jeśli jesteś wrażliwy na gluten (nawet o tym nie wiedząc) może on spowodować stan zapalny (a raczej na pewno powoduje), co prowadzi do tego, że w żyłach powstają mikro-uszkodzenia. Są one „zalepiane” cholesterolem. Jeśli zapalenie nie mija – co dzieje się często, bo ludzie są nieświadomi – coraz więcej i więcej „plastrów” cholesterolowych nakłada się na siebie, aby skutecznie zakryć te uszkodzenia, co może prowadzić do zatoru żylnego [3].

Dlaczego tak bardzo lubimy chleb?

Otóż, według badań doktora Williama Davisa, autora książki Dieta bez pszenicy, pszenica wydziela polipeptydy (po strawieniu), które mają zdolność do wnikania do mózgu i wiązania się z receptorami opioidowymi – czyli mówiąc krótko, działa na nas jak narkotyk. To dlatego często mamy ochotę na chleb, makaron, naleśniki, bo po prostu one nas uzależniają. Ludzie, których dzienna dieta wypełniona jest produktami zbożowymi, nie wyobrażają sobie odstawienie tego wszystkiego i rozpoczęcie innego życia. No bo jak? Bez kanapki dzień nie jest udany. 
Do osób dbających o cukier dodam, że IG kromki chleba waha się od 65 do 80. Więc jeśli jesteście fit i nie jecie tłuszczu, czyli dodacie do tego żadnego tłuszczu, to cukier może Wam nieźle skoczyć.
Przechodząc do zarzutu o niedobory jakiś składników, jeśli odrzucimy zboża:
Jeszcze żadne badania do tej pory nie stwierdziły niedoborów żywieniowych powstających na skutek zaprzestania jedzenia pszenicy i produktów przetworzonych. 
Uwierz, że dzięki temu na pewno będzie Ci lepiej – przestaniesz w kółko pobudzać swój organizm, który będzie się domagał o więcej.

Inhibitory trypsyny

  • Ograniczają wykorzystywanie białek, powodują, że enzymy, które je trawią, przestają być aktywne.
  • Mogą nasilać reakcje autoimmunologiczne.
  • Mogą uszkodzić trzustkę.
  • Występują w roślinach strączkowych, ziarnie pszenicy, kukurydzy, kaszach.
Na szczęście poprzez obróbkę termiczną i moczenie niemal całkowicie się unieczynniają. Nie zawsze jednak to następuje. 

Inne roślinne cuda

Dobra, a czy płatki owsiane są bezglutenowe? Noo, ja słyszałam, że są. 
Jeżeli już udało nam się dorwać te superdrogie BIO oczyszczone z glutenu (bo te zwykłe są nim zanieczyszczone) to ciągle zawierają one białka podobne do glutenu. Są trudne do strawienia i mimo tego, że organizm bardzo stara się je rozłożyć, to nic się nie dzieje i przechodzą one nietknięte. Efekt? Podrażnione jelita (ZNOWU!) i zwiększenie stanu zapalnego w organizmie – czyli duża możliwość na pojawienie się choroby autoimmunologicznej. + kwas fitynowy, którego mega ciężko się pozbyć.
Kukurydza zawiera białko o nazwie zeina. Czyli znowu coś podobnego do glutenu. Kwas fitynowy.
Komosa ryżowa – zawiera saponiny. (są obecne również w strączkach i zbożu). Niektóre z nich mogą być trucizną, mogą uszkodzać niektóre narządy wewnętrzne. Należy na nie uważać, gdy mamy problem z cieknącym jelitem i choroby autoimmunologiczne. Quinoę warto dobrze wypłukać pod bieżącą wodą, aż przestanie się pienić.
Ryż brązowy – łupinki = kwas fitynowy. Zawiera też śladowe ilości białek glutenu, więc jeśli jesteś bardzo wrażliwy – unikaj. Kwas fitynowy.
Kasza jaglana – kwas fitynowy (ale nie są to straszne ilości), zawiera goitrogeny upośledzające wchłanianie jodu oraz lektyny. Nie zawiera kompleksu aminokwasów, więc białko niepełnowartościowe.
Kasz gryczana – nie do końca w duchu paleo, również zawiera niewielkie ilości szkodliwe, podobne do zbóż. Jeśli ograniczasz węglowodany, masz problem z tyciem, cukrem – warto na nią uważać. Zawiera kwas fitynowy, warto kupić ją niepaloną, wymoczyć i dopiero gotowac. W Polsce jest ona często zanieczyszczona glutenem.
Chleb „pełne ziarno” – Jeżeli kupujemy chleb pełne ziarno (całe ziarenka w łupinkach) to nasz organizm nie potrafi sobie z tym poradzić. Upieczone ziarno to coś, czego nie jesteśmy w stanie strawić, ziarenka podrażniają również nasze jelita. Dodatkowo kwas fitynowy.
Popcorn, wafle ryżowe – skrobia oporna (ogrzewanie z niedostateczną ilością wody), w ogóle się nie wchłania. Wafle brązowe – kwas fitynowy, ściąga witaminy z organizmu. Oporna na działanie enzymów, działa jak błonnik, może być korzystna, ale wiele osób ma rozwalone jelita i to przyczynia się do pogorszenia.
Biała mąka, biały ryż – węglowodany złożone, ale działa jak cukier prosty, bardzo mało błonnika, powoduje szybki wzrostu poziomu cukru we krwi. 
BANAN – bardzo dojrzałe ok, zawierają głównie sacharozę, ale te zielonkawe zawierają dużo skrobi, czyli coś, co jest dla nas ciężkostrawne, więc możemy się potem gorzej czuć.

No dobra, ale co z błonnikiem?

„Przecież błonnik jest taki zdrowy, a najwięcej jest go w węglowodanach”.
Błonnik pochodzenia zbożowego (otręby, brązowy ryż) jest nierozpuszczalny i bardzo drażni jelita. Jego duże ilości w węglowodanach zmniejszają przyswajalność składników odżywczych.
Jeżeli ktoś ma złą florę bakteryjną (chociażby przez antybiotyki -> wyjałowienie nawet na 6 lat) to wtedy błonnik może być bardzo dużym problemem, a nasze jelito może być w coraz gorszym stanie.
Czyli mówiąc krótko – należy zacząć od naprawiania swojego organizmu stopniowo, wprowadzając odpowiednie jedzenie i (jeśli nie mamy przeciwskazań) suplementy i doprowadzić do porządku jelita.
Suplementy z błonnikiem są bez sensu – często podrażniają jelita, a nawet mogą powodować niedobory pokarmowe. 

Artykuł 

Natknęłam się na ciekawy artykuł lekarza (Dwight Lundell), który ma 25 letnie doświadczenie, w którym przyznaje się, że przez te wszystkie lata się mylił. Przyznaje, że zalecenia dla ludzi zagrożonych chorobami układu krążenia doprowadziły ich do otyłości i cukrzycy, a nie polepszyły ich zdrowia. Zauważa, że ludzie mają ciągłe stany zapalne, pomimo zmniejszenia ilości tłuszczu w diecie i mówi wprost, co jest tego przyczyną – nadmiar węglowodanów (czyli cukier, mąka i produkty z niej wytworzone) i wszystko to, co znajduje się w przetworzonych produktach, jak soja, kukurydza i oleje roślinne. 
Dodatkowo zauważa, że w naszej codziennej diecie znajdują się głównie węglowodany, a co za tym idzie – nasz organizm ma już dość zmagazynowanego glikogenu w mięśniach, komórki odmawiają przyjęcia kolejnej dawki, poziom cukru gwałtownie wzrasta, produkuje się insulina i cała ta glukoza zamienia się w tłuszcz -> dlatego tyjemy. NIE PRZEZ TŁUSZCZ. 
Cały czas skazujemy nasz organizm na wysiłek pozbywania się tego, co wrzucamy, czyli śmieci, chemikalia i składniki zawierające się w zbożach. To one powodują ten przewlekły stan zapalny, czym doprowadzamy się do różnych chorób (które oczywiście nie wiadomo skąd się biorą).
Bardzo wyraźnie podkreśla, że uszkodzenia i zapalenia w naszych żyłach powodowane są przez niskotłuszczową (czyli wysokowęglowodanową) dietę, zalecaną przez lekarzy.
Warto się nad tym zastanowić.
Ale zaraz, przecież ja potrzebuję węglowodanów!
A to już temat na oddzielny artykuł 😀

Podsumowanie

Nie traktuj tego artykułu jak objawienia. Nie ma konkretnych wytycznych, każdy jest inny, każdy inaczej reaguje na dany produkt. Dałam Wam tylko naukowo poparte informacje, dotyczące tego, co znajduje się w produktach, które jemy. To Twoja decyzja jak do tego podejdziesz i czy z czegoś zrezygnujesz. 
Bardzo polecam książkę „Dieta bez pszenicy”. To taka bomba rzucona w nasze postrzeganie jedzenia + wyjaśnienie, co dzieje się z naszym organizmem, w sensie chorób i tycia.
can-in-bread
Bibliografia:
Lektyny:
Kwas fitynowy:
  1. Influence of Vegetable Protein Sources on Trace Element and Mineral Bioavailability1 Richard F. Hurrell
Gluten:
  1. Drago S., El Asmar R., Di Pierro M. et al. Gliadin, zonulin and gut permeability: effects on celiac and nonceliac intestinal mucosa and pestinal cell lines. 
  1. Bottaro G, Cataldo F, Rotolo N The clinical pattern of subclinical/silent celiac desease. 

Możesz także przeczytać