Jak żyć

Dlaczego moja dieta jest lepsza niż Twoja

dodane przez Kamil Lelonek 4 stycznia 2016 5 komentarzy

Czyli dlaczego dietetyka to bzdura?

Historia prawdziwa

Już z oddali widać bójki, szamotaniny i przepychanki. Ktoś odgryzł komuś ucho, ktoś ukradł komuś buta, ktoś jeszcze inny dostał w twarz. Zbliżając się do grupy słychać bogactwo języka polskiego. Wyrazy których nie przystoi używać na codzień, a przynajmniej nie przy dzieciach, a przynajmniej nie swoich, świdrują uszy. Jeden cisnął siarczystą obelgą, drugi oddał kopniakiem. Ten rzuca surowym mięsem, a tamten tylko ziemniakami. Dźwięk rozbijanych jajek i hałas tłuczonych schabowych roznoszą się po okolicy. Odgłosów walki nie można pomylić z niczym innymi, ktoś nawet wyjął nóż do sera i atakuje tych uzbrojonych tylko w kły drapieżników i cztery żołądki, którymi obdarzyła ich natura. Ci z mniejszą masą mięśniową usuwają się na bok. Widzą, że nie mają szans w starciu z tymi muskularnymi, którzy ukradkiem posiłkują się białkiem konopnym. Niektórzy jednak są tak agresywni, jakby nie jedli od 14 czy 16 godzin. Są też tacy, którzy nawet zmieniają strony, mimo, że do tej pory byli tylko na roślinach. Co mądrzejsi stoją na uboczu i wrzucają zdjęcia na Instagrama z adekwatnymi hashtagami. Strzały? Słychać strzały, ktoś nabił procę soją i schowany za krzakiem organicznych pomidorów atakuje z ukrycia. W pobliżu pasą się krowy, a obok rosną niewzruszone niczym awokado. Tak jakby sytuacja nie robiła na nich żadnego wrażenia. Tylko jarmuż wygląda na lekko poddenerwowanego, chyba domyśla się jak skończy po walce. Dlaczego nikt nie reaguje? Gdzie są ekolodzy? Kto przerwie ten szał?

To wbrew pozorom nie sytuacja mająca miejsce na boisku szkolnym, po meczu, ani też na obradach sejmowych. To sytuacja, która ma miejsce codziennie, na YouTubie i Facebooku, wśród grup dyskusyjnych reprezentujących różne przekonania żywieniowe.

Kto wszczął tę bójkę?

Fanatycy to ludzie zatwardziali w swoich, niekoniecznie poprawnych, przekonaniach. Po trupach dążą do udowodnienia swojej racji i wytknięciu błędu innym. Na siłę forsują swoje teorie, wyśmiewają cudze zdanie. Nie akceptują odmiennego podejścia, a wręcz atakują poglądy innych.

Jak to robią?

Sposobów jest wiele; ortodoksi bywają często bardzo kreatywni. Zaczyna się od prostej i bezpośredniej rozmowy ze swoimi znajomymi, w której udowadniają, dlaczego to co mają na talerzu jest lepsze. Przechodzi to na wypowiadanie się szerszej grupie odbiorców – począwszy od swoich blogów, przez podcasty, filmy na YouTubie, wpisy na Facebooku po, dla tych bardziej pewnych siebie, konferencje żywieniowe. Niektórzy organizują nawet szkolenia i głoszą swoje prawdy w celu wyedukowania innych w kierunku, w którym sami podążają.

Kim oni są?

Nazwijmy ich ewangelistami i podzielmy, roboczo na cele tego artykułu, na następujące frakcje:
  • Paleo – grupa zwolenników pierwotnego sposobu odżywiania. Powrót do przodków i naśladowanie ich stylu odżywiania ma być dla ich organizmu bardziej naturalne, mimo, że minęło już tyle lat i nikt nie pamięta jak odżywiali się ówcześni. Unikanie żywności przetworzonej, spożywanie ogromnych porcji tłuszczu ze znacznym ograniczeniem węglowodanów to podstawa tego systemu żywieniowego. Ciągle podkreślają, że gluten jest źródłem wszelkiego zła.
  • Wege – to ludzie empatyczni lub religijni, którzy dbają o to, żeby zwierzętom nie działa się krzywda. Podstawą ich posiłków są roślinne źródła pokarmowe. Czasem akceptują ryby bądź jajka, natomiast nigdy nie są wstanie przełknąć mięsa. Są przekonani, że człowiek nie jest stworzony do spożywania produktów zwierzęcych, które gniją w naszym jelicie. Wierzą w to, że mięso zakwasza organizm, powoduje agresję, miażdżycę i zatruwa nasze ciało.
  • Witarianie – To przeciwnicy białka zwierzęcego, które ograniczają do jakichś 10% w swojej diecie. Głównym źródłem pokarmowym są zielone szejki skomponowane z surowych owoców i warzyw. Nie boją się fruktozy, za to maksymalnie ograniczają źródła z tłuszczy no chyba, że pochodzą z awokado, oliwy z oliwek czy oleju kokosowego. Uważają, że są w stanie dostarczać swojemu organizmowi pełnowartościowe składniki ze spiruliny i chlorelli nie poddanych żadnej obróbce termicznej.
  • IŻŻ – czciciele standardowej piramidy żywieniowej. Tę grupę reprezentuje znaczna część dietetyków w Polsce. Podstawą ich systemu żywieniowego są pełnoziarniste węglowodany,  chude źródła nabiałowe i ograniczenie tłuszczy nasyconych. Swoją wiedzę opierają na badaniach sprzed kilkudziesięciu lat, dążą do obniżenia cholesterolu za wszelką cenę i zachęcenia wszystkich do spożywania częstych i małych posiłków. Błonnik jest najważniejszym elementem ich diety.
  • IIFYM – dla nich nie ma znaczenia co, jak i kiedy jedzą. Najistotniejszy jest rozkład makroskładników i dzienne zapotrzebowanie kaloryczne. Jeżeli wliczysz sobie batonik, lody i ciasta do swojego bilansu, możesz je śmiało spożywać. Pamiętaj tylko, że wszystkie obliczenia muszą się zgadzać. Bilans kaloryczny to jedyny wyznacznik prawidłowego odżywiania.

W jaki sposób działają?

Zazwyczaj w takich grupach mamy jakiegoś wodza. Wódz to autorytet, przywódca, osoba, która głosi swoje poglądy i jest wzorem dla innych. Członkowie grupy nierzadko wydają duże pieniądze, żeby tych przywódców wysłuchać i bez zająknięcia chłonąć ich wiedzę niczym prawdę objawioną. Większość osób nigdy nie weryfikuje tego, co się dowiedziało, wierząc, że wódz jest nieomylny. Zdarzyć się może, że wódz zmienia zdanie. Najlepiej, jeżeli dzieje się to szybko, gorzej, jeżeli dopiero po długim czasie. Dlaczego zmienia zdanie? Na przykład dlatego, że zweryfikuje swoje poglądy. Albo coś doczyta, albo ktoś mu uświadomi błąd (hańba chwała mu za to). Jeżeli do błędu przyzna się po długim czasie, oznacza to, że wielu ludzi w tym okresie rozpowszechniało nieprawdziwe teorie. Nikt przecież nie sprawdził czy wódz ma rację, bo przecież wódz ma zawsze rację. To nic, że się pomylił, przecież się poprawił i teraz na pewno ma rację. Wódz ma też charyzmę.

Jak to wygląda w praktyce?

Aby unaocznić powszechny problem, przytoczę kilka sytuacji z życia wziętych. Postaram się pomijać imiona i nazwiska uczestników tych historii, jednak przedstawione zdarzenia są prawdziwe, a osoby, które są w temacie od razu skojarzą o kogo chodzi.

Sytuacja nr 1

Jestem lekarzem i dlatego wiem lepiej niż dietetyk, który leczy kilkunastu pacjentów w miesiącu.

Jakiś czas temu miała miejsce interesująca konferencja, w której wzięło udział dwóch znamienitych specjalistów zajmujących się odżywianiem i dietetyką, którzy jednak reprezentowali zupełnie odmienne podejścia. W pewnym momencie można było wyjąć popcorn, bo na sali zrobiło się niesamowicie sensacyjnie, niemalże jak na dobrym seansie filmowym. Obie ze stron dyskusji, zaczęły odbijać kolejne argumenty jak piłeczkę pingpongową, udowadniając swoje racje. Co zmieniła ta debata? Oczywiście całe nic. Zwolennicy każdej ze stron pozostali na swoich miejscach, tylko potem w internecie dyskutowano jak druga strona beznadziejnie wypadła.

Sytuacja nr 2

Hejtuję każdego, kto krytykuje wegetarianizm.

Niedawno na YouTube pojawiły się dwa filmy niezależnych specjalistów o ogromnej wiedzy w dziedzinie odżywiania i sportu. Oboje z nich przedstawiło racjonalne argumenty i badania na temat diety wegetariańskiej. Mimo, że żadna z wypowiedzi nie była przesycona hejtem, krytyką ani nawet własnymi opiniami, to obie z nich zostały odebrane z ogromną agresją. Zwolennicy wegetarianizmu zaczęli atakować w komentarzach fakty przedstawione przez dietetyków. Nierzadko były to niekonstruktywne bluzgi lub wypowiedzi w stylu „jesteś głupi”. Wydaje się, że wegetarianie nie potrafią zaakceptować zdania innych. Nie chodzi o to, że są neutralni i zostawiają swoje opinie dla siebie. Oni manifestują zwoje zdanie próbując udowodnić innym własne racje.

Sytuacja nr 3

Twierdzę, że gluten nie szkodzi, mimo że jego odstawienie przynosi poprawę zdrowia niemalże u każdego.

W świecie żywieniowym jest pewien dietetyk (nazwijmy go D), który nie tylko nie jest przeciwnikiem glutenu, nie jest do niego nawet neutralnie nastawiony, a powiedziałbym wręcz, że zachęca i przekonuje wszystkich do jego wspaniałych właściwości. Mimo, że wokół pojawia się coraz więcej badań na temat szkodliwości glutenu, nieceliakalnej nietolerancji oraz alergiach, to dietetyk ten uparcie wynajduje niszowe badania, na małych grupach, które przekazują pewne zalety jego spożycia. I mimo to, że tysiące innych dietetyków widzi poprawę u swoich pacjentów po odstawieniu glutenu, mimo że masa ludzi zaczyna czuć się świetnie, gdy przestają go jeść, to D zaciekle twierdzi, że to nieprawda. Na dodatek krytykuje innych o odmiennych poglądach, ale zazwyczaj tylko w internecie, bo na żywo nie jest już taki pewny siebie.

Sytuacja nr 4

Chce na siłę być paleo, mimo że wysokie spożycie tłuszczu mu nie służy?

Jakiś czas temu na pewnej grupie dyskusyjnej można było przeczytać wypowiedź osoby ze świata paleo i sportu, nazwijmy ją B. Ze względu na przejściową niewłaściwą pracę układu pokarmowego, wysokie spożycie tłuszczu jej nie służyło. Ktoś zachował się bardzo nie fair i cała dyskusja wyciekła na zewnątrz. Zaczęło się wyśmiewanie, jak można ślepo dążyć za czymś, co zdecydowanie komuś szkodzi. Nikt z czytających nie znał dokładnie sytuacji i zaczęto wyciągać pochopne wnioski. Z kolei na wcześniej wspomnianej grupie zaczęła się „czystka” i usunięto osoby odpowiedzialne za przeciek, a w dyskusji zaczęły padać obraźliwe komentarze pod kątem osób komentujących tę dyskusję na zewnątrz. „Idioci”, „debile”, „ale żal”, mówiono. Ludzie skupili się na samym fakcie, że rozmowa wyciekła i jak sytuacja została zakończona. Żadna z osób już wtedy nie starała się pomóc. To nie była sytuacja, w której osoba bezmyślnie podążała za systemem żywieniowym. Szukała pomocy, w celu poprawy swojego zdrowia, tak, aby móc do niego wrócić. Atakujący natomiast nie znając kontekstu zrozumieli coś zupełnie innego i stąd cała burza.

Sytuacja nr 5

Widzę ilu osobom pomaga ketoza czy IF, ale uparcie twierdzę, że witarianizm jest najlepszy.

Z racji tego, że obracam się w szerokopojętym świecie żywieniowym, czytam również artykuły na blogach wegetariańskich i witariańskich. Jest jeden szczególny, który bardzo lubię. Mimo, że nie zawsze zgadzam się poglądami głoszonymi na blogu, to pojedyncze artykuły są niesamowicie wartościowe i rzeczowe. Autor bloga (nazwijmy tę osobę P) posiłkuje się badaniami i biochemią, aby wyjaśnić jak na dłoni dlaczego ten konkretny system żywieniowy jest najlepszy. P jest mądrą osobą, nie powiedziałbym, że zaślepioną bądź zagubioną w swoch poglądach. Mam wrażenie, że jednak czasem zderza się z bardzo fachowymi dowodami, że poglądy zupełnie inne mają rację bytu. Wczytując się mocno w treść wypowiedzi P, można odnieść wrażenie o nieśmiałym przyznaniu się do błędu, a przynajmniej lekkiej akceptacji, ale trzeba być wprawnym czytelnikiem, aby dostrzec te niuanse. P pisze nawet niekiedy artykuły, które nie do końca wpasowują się w jej światopogląd, ale pozostawia sobie otwartą furtkę poprzez nieumieszczanie w nich swojej opinii.

Kto ma rację?

Wszystkie te grupy raczej się nienawidzą. I wiesz co jest najgorsze? Że wszystkie mają w pewien sposób rację.
Obecnie na świecie istnieją badania niemalże odnośnie wszystkiego. Powiedz mi, co chcesz udowodnić, a znajdę Ci na to badanie (there’s a study for that). Gluten szkodzi? Mówisz, masz. Gluten znacznie redukuje ilość dobrej mikroflory jelitowej, gluten obniża sprawność systemu odpornościowego. Wyeliminowanie glutenu szkodzi? No jasne, gluten obniża poziom trójglicerydów albo spowalnia produkcję markerów uszkodzenia mięśni
Trzy cienkie plasterki wołowiny dadzą większy skok insuliny, niż dwie filiżanki gotowanego makaronu. Itp., itd, …

Nie ufaj temu, co czytasz o odżywianiu

Pamiętasz historię z masłem i margaryną? Kiedyś straszono masłem i cholesterolem, potem zaprezentowano zbawienną margarynę, która miała przed nim chronić, teraz znowu deprecjonuje się sterole roślinne i przywraca chwałę tłuszczom nasyconym. 

Wszystko jest kwestią badań i stanu obecnej wiedzy

Podobnie i dziś mówi się o żywności GMO, ale tak naprawdę nikt jeszcze jej nie zbadał i nie zna długotrwałych skutków jej oddziaływania na nasz organizm, bo zwyczajnie za krótko jest ona w obrocie. Możemy wysuwać hipotezy, snuć teorie spiskowe, straszyć i przypuszczać, ale tak naprawdę dopiero za kilka pokoleń będziemy mogli cokolwiek zbadać w tym obszarze. Jedząc ją dziś możemy dużo ryzykować, ale równie dobrze nic nie tracić. Nie wiadomo.

Wyniki badań kłamią?

Badacze wyciągają pochopne, bądź niewłaściwe wnioski, metody badawcze są za mało dokładne, albo niepoprawne, grupy badane są nieprawidłowo dobrane, wszystko jest na tyle skomplikowane, że bardzo często trudno o obiektywizm i wiarygodność.
Bada się na przykład palaczy, a potem przedstawia wyniki, że palenie powoduje zawały. Naprawdę? A czy ktoś kiedyś pomyślał, że osoby, które palą, zwykle nie dbają o swoje zdrowie również w innych dziedzinach? Zapewne się nie ruszają, pewnie też jedzą dużo śmieciowego jedzenia. Najprawdopodobniej właśnie to powoduje te zatrważające skutki. Nikt jednak na to nie zwrócił uwagi, badano przecież tylko wpływ papierosów.

Dlaczego moja dieta jest lepsza niż Twoja

Myśl, dyskutuj i nigdy nikomu nic nie udowadniaj. Twoja racja jest tylko Twoja, Twoje przekonania należą do Ciebie. Nie rzucaj na prawo i lewo durnymi argumentami „żadne inne zwierze nie pije cudzego mleka”, „człowiek nie ma takich kłów jak drapieżnicy, żeby jadł mięso”, „ludzie nie mają czterech żołądków, żeby trawić rośliny” i tego typu rzeczy. Jeżeli Twoja dieta na Ciebie działa, to ją stosuj. Jeżeli dobrze czujesz się po zielonym szejku albo jajecznicy na boczku to wcinaj, skoro Ci służy. To, że coś działa na Ciebie, nie oznacza, że dobrze będzie działać na kogoś innego.
Dla własnego zdrowia psychicznego, spokoju ducha i poszanowania innych, nie prostuj wszystkich dookoła. To czyjaś sprawa, co ktoś wkłada na talerz. Jeżeli mu to smakuje, to niech to je. Czasem lepiej zamknąć gębę na kłódkę i nie zwracać nikomu uwagi niż drażnić i przekonywać do swoich opinii. Szkoda Twojego zdrowia i czasu. Niepytany nie odpowiadaj.
Jem, bo mi nie szkodzi.
A Ty, czy jesteś fanatykiem?

Możesz także przeczytać

  • Aricia

    Właśnie przeczytałam najmądrzejszy artykuł na jaki kiedykolwiek natknęłam się w internecie. Mam w najbliższym otoczeniu 3 osoby chore na ortoreksję w tym dwie na skrajny przebieg tej choroby (ograniczyli produkty spożywcze do kilku, które uważają za „w miarę” zdrowe. Do tego każdego dnia jestem wyzywana od morderczyni, wariatki i trucicielki siebie i swojego dziecka. Doszło do tego, że posiłki jem w ukryciu a przekąski chowam w wersalce pod starym kocem 🙁 Tylko z tej całej bandy wariatów to akurat ja mam najlepsze wyniki badań krwi 😛

  • Joasia

    strasznie wieje ignorancja, generalizowaniem, klamswami w temacie. Wszyscy inni to fanatycy tylko nie autor tego „dziela”. Polecam portal NUTRITIONFACTS.ORG, Akademie Witalnosci; lekarzy Neal Barnard, Caldwell Esselstyn, John McDougall (plant based) – oni cofaja chroniczne choroby , a czy Twoja dieta to potrafi?

    • Dzięki za podzielenie się opinią i informacją o portalu. Ile ludzi tyle opinii, warto zwracać uwagę na to co mówią i przede wszystkim jakie mają osiągnięcia oraz czym zajmują się na codzień. Nie istotne jest jaki papierek posiadają, bo jeżeli skutecznie leczą ludzi, to są godni zaufania.

    • Margareta

      Na Akademię Witalności radzę uważać, bo autorka bloga również ma tendencję do fanatyzmu. Co więcej, nie przyjmuje żadnej najmniejszej krytyki, czy pod względem formy, czy pod względem treści. Dla mnie ktoś taki nie jest wiarygodny.